Forum Sielce

Sielce - dolny Mokotów - Warszawa

Miejsce spotkań mieszkańców i miłośników Sielc w dzielnicy Mokotów w Warszawie
 
 AlbumAlbum   PomocPomoc   SzukajSzukaj   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wspomnień czar...

Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 14, 15, 16  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Sielce -> Historia Sielc
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 226

PostWysłany: 03/02/09 17:55    Temat postu: odp. Anastazja Odpowiedz z cytatem

nie wiem jak wsatawić mój obrazek do tego postu. Zamieszczam go w mojej galerii.[/img]
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jamad
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 26/02/07 0:48
Posty: 71
Skąd: Prawie Sielce - 2 km od PeKiNu.

PostWysłany: 03/02/09 17:59    Temat postu: Re: odp. Anastazja Odpowiedz z cytatem

Budrys napisał:
... i otwarciem pierwszej komunikacji autobusowej na Belwederskiej... bodajże nr "120", a następnie "103" do Wilanowa. Ruszyła "ciuchcia spod Belwederu...

Było tak, jak piszesz - na przełomie lat 40' i 50' Belwederską między innymi kursowały autobusy:
103 - PLAC UNII LUBELSKIEJ – Klonowa – Belwederska – Sobieskiego – aleja Wilanowska – WILANÓW
oraz
120 - PLAC UNII LUBELSKIEJ – Klonowa – Spacerowa – Zawrotna – Belwederska – Sobieskiego – Orężna – Powsińska (powrót: Powsińska – Morszyńska – Truskawiecka – Sobieskiego) – SADYBA.

Info z http://www.trasbus.com
_________________
Pozdrawiam
[||==||][==||==||]
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 226

PostWysłany: 03/02/09 22:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

I jeszcze słówko w sprawie nazewnictwa. Posługiwanie sie nazwą "Dolny Mokotów" przyjęło sie wśród mieszkańców dla sprecyzowania położenia jakiejś ulicy lub miejsca komuś, kto nie znał tych terenów. Nazwa "Sielce" niewiele mówiła. Była to pozostałość po parcelacji majątku "Sielce" dawno, dawno temu. "Na Sielcach" znaczyło na parcelach sieleckich. Sami mieszkańcy Sielc posługiwali sie oboma nazwami zależnie od kontekstu. W żadnym wypadku nie posługiwano sie nazwą "Czerniaków". Fakt że ulica Czerniakowska ciągnie się od Powiśla do właściwego Czerniakowa nie oznacza że tereny do niej przylegajace są "czerniakowskie". Właściwy Czerniaków to teren miedzy placem Bernardyńskim a Sadybą. Inny fakt, że Grzesiuk mieszkający "na Sielcach" nic o nich nie wspomina a w piosenkach jest mowa o Czerniakowie, o niczym nie świadczy. Może jedynie o tym że swój "urkowski" rodowód wywodził z Czerniakowa. Czerniaków od czasów carskich był "ostoją" i siedliskiem ówczesnej przestępczości. I tak w tradycji epigonów czerniakowskiego "sznytu" pozostało. Tyle w tym temacie. Osobiście uważam, że nazwa "Sielce" jest jak najbardziej poprawną i zgodna z historią i tradycja nazewnictwa tych terenów. Kiedyś, gdy Sielce protekcjonalnie zazywano "Dolnym Mokotowem" już minęły. Sielce stały się w pełni samodzielne zarówno jako jednostka administracyjna jak i pojęcie geograficzne na mapach Warszawy. Vivat Sielczanie!!!
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Anastazja
Najaktywniejszy ekspert
Najaktywniejszy ekspert


Dołączył: 27/06/06 17:58
Posty: 562
Skąd: Mokotów

PostWysłany: 04/02/09 21:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wybaczcie, będzie trochę dydaktyzmu i patosu...

Budrys napisał:

Cytat:
Tak naprawdę, to nie ciągnie mnie do niej... To już nie jest moje miasto.

a później...

Cytat:
Vivat Sielczanie!!!


Ta pierwsza wypowiedź bardzo mnie zasmuciła. Ta druga ucieszyła...W pierwszej słychać jakiś zawód i żal..., w drugiej dumę...

Budrysie, jak to nie Twoje? Twoje! Na pewno przeżyłeś tu niejedno. To jest Twoje miasto i Twoje miejsce na ziemi, mimo że masz też inne miejsca bliskie sercu. Widać wyraźnie, że tęsknisz za Sielcami i wiesz o nich prawie wszystko...i
Chociaż "daleko pojechałeś w gości i dalej Cię los (...) goni..." tęsknisz za miejscami, które jak
"Kraj lat dziecinnych
On zawsze zostanie
Piękny i czysty
jak pierwsze kochanie..."


Spotkanie, które Jamad zaproponował jest trudne do zorganizowania. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to bardzo kusząca i miła propozycja...
_________________
A jeśli komu droga otwarta do nieba,
Tym co służą ojczyźnie.
Jan Kochanowski
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 226

PostWysłany: 04/02/09 23:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No i dostało się mi "po łapach"... I za co?... Za brak miłości do Warszawy... Przyjmuję z pokorą. Nie zmienia to jednak faktu, że w momencie opuszczenia Warszawy przed ...nastu laty pożegnałem swoją przeszłość wchodząc w stan zawieszenia między tym co było, a tym co jest. To zawieszenie to wspomnienia. To pamięć. W nowym miejscu, w nowym środowisku jestem obcy i czuję sie obcy. To jest cena życiowych migracji. I jestem tego świadom.
Miato po 1990 roku zdobyło szansę by odbić sie od szarzyzny socrealizmu. I dobrze. Piękne elewacje, krzykliwe reklamy, tłok na chodnikach, tłok na jezdniach, tempo... tempo... tempo.... Zmiany te następowały już wcześniej. Koszmarne blokowiska na Bielanach (gdzie ostatnio mieszkałem), gnał mnie do wspomnień i... odwiedzałem stare domy i podwórka na Nowogrodzkiej. Chłonąłem zapach starych murów, zapachu klatek schodowych. Ludzie zamieszkujacy te domy marzyli o nowych mieszkaniach "w bloku", a ja by patrzeć z pietra w czeluść podwórka, na ściany po których pięło sie dzikie wino... Czy rozumiesz?
Ale ta Warszawa już nie istnieje. Minął jej czas. Ten historyczny również. I nic tego faktu nie zmieni. Pozostały tylko wspomnienia. Nie tęsknota za tym, bądź co bądź, trudnym życiem tamtych czasów. Może to jedynie tęsknota za młodościa. Za znalezieniem odpowiedzi na zadawane sobie pytanie o sens własnego losu... Może to sprawa osobistej wraźliwości, ale sądzę że nie jestem odosobniony w takim podejściu do przeszłości.
Taki sens miała moja wypowiedź. W tym właśnie sensie nie ma już w Warszawie dla mnie miejsca. Trudno teraz spacerować po ulicach. Tłok i niebezpiecznie. Obijać sie o zaparkowane samochody. Współcześni mieszkańcy nie rozumieją że było inaczej. Kto nie miał okazji odbyć spaceru w wiosenną noc pachnąca lipami w Ujazdowskich, ten posądzi mnie o dziwactwo i wzruszając ramionami powie - malkontent. Jak może się nie podobać współczesna Warszawa.
Pamięć mam dobrą... "fotograficzną", która pozwala mi w wielu szczegółach odtwarzać miniony czas. I tylko tyle mi pozostało. Ale wiem, że to dużo, bardzo dużo. Pozwala mi wspólnie z Wami wracać...
Mam teraz trochę zajecia nad wspomnieniami z Powstania Warszawskiego widzianego oczami dziecka dla Muz. Pows. Warsz. Jak tylko sie uporam, wezmę sie za Sielce. Jeżeli kogoś zaciekawia takie "starocie", to będą dostepne na mojej stronie www. o czym powiadomię. Nie będę ich zamieszczał na tym forum, bo nie jest od pisania tak długich postów. Przepraszam za dotychczasowe.. Very Happy
Poprawię sie Very Happy POZDRAWIAM.
W następnym poście zamieszczę ciekawostkę odnośnie nazewnictwa.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Magdalena
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 02/10/07 14:38
Posty: 85
Skąd: z Górskiej na Jelonki i z powrotem

PostWysłany: 05/02/09 9:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Budrysie, jestem pewna, że wszyscy forumowicze rzucają się na Twoje długie (nia za długie) posty i czytają, chłoną je łapczywie. Smile
Rozumiem Twoją nostalgię za zapachem starych murów, widokiem podwórek...Gdzieś już o tym pisałam, nie wiem czy na tym forum, że ja od paru lat odczuwam dziwny pociąg do starych domów, podwórek. A przecież nie pamiętam przedwojennych "klimatów". W czasie spacerów po mieście wchodzę na stare, przedwojenne podwórka, na klatki schodowe, te schody, czasem jeszcze drewniane...wyglądam przez okna klatek schodowych na zewnątrz. Wydaje mi się, że te domy żyją, tyle widziały, tylu ludzi w nich żyło i umierało. Teraz te domy niestety też umierają...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 226

PostWysłany: 05/02/09 11:01    Temat postu: Magdalena Odpowiedz z cytatem

Dziękuje Magdaleno za miłe słowa i wsparcie Very Happy
A teraz ciekawostka. Przypomniałem sobie, że dawno temu byłem świadkiem pewnej rozmowy, w której ktoś twierdził że pojęcie "Dolny Mokotów" rzeczywiście dotyczyło części dzisiejszych Sielc. Był to teren poniżej skarpy do Belwederskiej i Piaseczyńskiej. Obejmował rejony Grottgera, Promenady, Dolnej. Właściwe Sielce to teren za Belwederską do Czerniakowskiej. Czyli "Górny Mokotów" na skarpie i "Dolny Mokotów" poniżej skarpy do Belwederskiej. To miełoby sens. I było źródłem późniejszych nieporozumień w sprawie nazewnictwa. Wczoraj przypadkowo oglądałem mapę z podziałem administracyjnym z 1934 r. (?) . Na niej wyraźnie zaznaczone są granice Mokotowa i Sielc potwierdzające powyższe ustalenia. I tak bez rozlewu krwi i łez Sielce powiększyły swoje terytorium. Very Happy
Pozdrawiam.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jamad
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 26/02/07 0:48
Posty: 71
Skąd: Prawie Sielce - 2 km od PeKiNu.

PostWysłany: 06/02/09 1:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Anastazja napisał:
...
Spotkanie, które Jamad zaproponował jest trudne do zorganizowania. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to bardzo kusząca i miła propozycja...

Proponuję spotkanie w Cafe Magiel. Pozostaje jedynie ustalić dogodny dla wszystkich termin.
Może w czwartek 12 lutego o godzinie 18-tej? Zarezerwuję stolik, ale przedtem muszę wiedzieć choćby orientacyjnie, ile osób przybędzie. Proszę więc o informację, kto planuje dotrzeć na spotkanie Wink.
A może macie inną propozycję miejsca i terminu spotkania? Szkoda tylko, że Budrys ...
_________________
Pozdrawiam
[||==||][==||==||]
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Magdalena
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 02/10/07 14:38
Posty: 85
Skąd: z Górskiej na Jelonki i z powrotem

PostWysłany: 06/02/09 9:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dziękuję Jamad zaproszenie i inicjatywę. Ja jestem niezbyt swobodna w dysponowaniu czasem (opieka nad leżącym 92 letnim ojcem). Przed poniedziałkiem nie mogę się zdeklarować, w poniedziałek dam odpowiedź - myślę, że to wystarczy a i przez weekend więcej forumowiczów tu może zajrzy. Może założyłbyś osobny wątek w "pogaduchy" z tytułem: "propozycja spotkania ..." ? Będzie chyba praktyczniej i bardziej widoczne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 226

PostWysłany: 06/02/09 9:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dobry pomysł. Popieram, choć sam nie mogę uczestniczyć w Waszym spotkaniu - będę z Wami "poprzez czas i przestrzeń". Very Happy
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 226

PostWysłany: 13/02/09 10:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nowosielecka, Hołówki


Tzw. „Plan Trzyletni” przewidywał między innymi odbudowę Warszawy i „unormo-wanie” stosunków własnościowych”. Cokolwiek by nie mówić o polityce gospodarczej „lu-dowej” władzy, założenia tego planu wydawały się słuszne a nawet konieczne w powojennej sytuacji miasta. O ile w przypadku odbudowy nie istnieją żadne wątpliwości – zmobilizowa-nie i zorganizowanie ludności w planowy system, to już regulacje własności budziły u wielu zastrzeżenia. W pierwszym okresie państwo przejmowało (początkowo w zarząd, później na własność) mienie „kapitalistów”, w tym „kamieniczników” pozostawiając właścicielom do-mów zarząd meldunkami i dbałość o stan sanitarny posesji. Władze wiedziały, że nikt lepiej nie będzie się troszczył o niepewna własność jak byli właściciele. Nad wszystkim władał nie-podzielnie „Kwaterunek” nadając „nakazy zameldowania” nawet właścicielom małych dom-ków (o ile lokale w nich nie przekraczały ustalonego metrażu). W przypadku przekroczenia limitu metrażowego – bezceremonialnie domeldowywano dodatkowych lokatorów. Zaś przy popowstaniowej migracji warszawiaków obowiązywała zasada „kto pierwszy – ten lepszy”. Najczęściej zdarzało się tak, że właściciel powracał do swojego mieszkania, które było już zajete i... musiał szukać sobie innego locum.
Wspominam o tym by nakreślić sytuację w jakiej kształtowały się społeczności loka-torskie w powojennej Warszawie. Mimo przypadkowości „z nakazu” ludzie byli sobie życz-liwsi aniżeli w obecnych czasach. Sąsiedzi wiedzieli o sobie wzajemnie, jeśli nie wszystko, to wiele... Było bezpieczniej.
Właśnie przykładem takich społeczności były budynki i kompleksy budynków m.in. na Hołówki i w trójkącie ulic Nowosielecka-Czerniakowska-Suligowskiego. Ze znanych mi można jeszcze wspomnieć o stojących na przedłużeniu Podchorążych za Czerniakowską. Miałem kolegę na Hołówki i niekiedy przychodziłem do niego na wspólne zabawy na rozle-gły teren między północną, niezabudowana stroną ulicy a posesją SS Nazaretanek otoczoną drewnianym parkanem. Nie wiem co znajdowało się na tym terenie przed wojną, za „moich” czasów znajdowały się tam pozostałości jakich murków, zdewastowanych urządzeń i betono-wych niby-bunkrów. Dla dzieciarni wymarzony teren do zabaw! Domy przy Hołówki jawiły mi się jako szare i ponure mimo że ich mieszkańcy w letnie ciepłe popołudnia prowadzili ży-cie towarzyskie przed domami. Okna pootwierane... śmiechy..., krzyki..., zabawy... istna sie-lanka. Po drugiej stronie Czerniakowskiej pamiętam jeden, kilkupiętrowy, wolnostojący dom. Brukowana ślepa uliczka z jednym domem. I nieopodal studnia z pompą tłokową.
Natomiast niektóre domy przy Nowosieleckiej były odremontowane siłami samych mieszkańców, sposobem gospodarczym, poza jednym – róg Nowosieleckiej i Czerniakow-skiej, który był zburzony do fundamentów ... sterta gruzu. Dom wzdłuż Czerniakowskiej posiadał jeszcze przedwojenną elewację z terakoty do wysokosci parteru. Było w nim kilka sklepów.
W narożnym budynku SS Nazaretanek przez długi czas znajdował się dzielnicowy Ośrodek Zdrowia dla północnego rejonu Siedlec, dla południowego – przy Chełmskiej. W zabudowaniach przy kościele było państwowe przedszkole. Nie pamiętam kiedy Nazaretanki wznowiły naukę w swojej szkole. Boisko tej szkoły znajdowało się za drewnianym parkanem od ul Nowosieleckiej. Jak jest dzisiaj? Nie wiem.
Przeciwna strona Czerniakowskiej, od stacji pomp do wysokości kościoła Nazaretanek stanowiła pusta przestrzeń aż po brzeg Wisły. W okresie po wielkiej powodzi (w 1945? lub 46 roku) usypano wały zabezpieczające. O wielkości tej powodzi niech da wyobrażenie fakt, że woda sięgała ulicy Czerniakowskiej.
I jeszcze ciekawostka... Na Podchorążych, przy styku z Nowosielecką, od strony muru okalającego koszary stał ponad dwumetrowy głaz. Obecnie znajduje się przed Instytutem Geologicznym na Rakowieckiej. Nie jest mi znana jego historia...
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jamad
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 26/02/07 0:48
Posty: 71
Skąd: Prawie Sielce - 2 km od PeKiNu.

PostWysłany: 13/02/09 10:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dziękuje Budrys. Jesteś Wielki. Pisz dalej ...
_________________
Pozdrawiam
[||==||][==||==||]
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 226

PostWysłany: 13/02/09 14:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Grottgera... szkoła – lata 1945-50

Ulicę Grottgera pamiętam jako jedna z niewielu na Sielcach, która zachowała swoja zwarta zabudowę szarych, piętrowych domów. Pamiętam sklepik p. Karpińskiego (wówczas jeszcze prywatny) – który był znajomym mojego ojca jeszcze z czasów przedwojennych. Wchodziło się do niego po schodkach ze szczytu jednego z domów po nieparzystej stronie ulicy. Miałem kilku kolegów szkolnych z tej ulicy... Właśnie szkoła... Najważniejszy obiekt na tej ulicy i najtrwalej zapisany w mojej pamięci...
„Szkoła na Grottgera” tamtych czasów. W zasadzie budynek szkolny zajmował prawie połowę długości ulicy Pogodnej i jako ciekawostkę podam, że posiadał dwa adresy: Grottgera 22 i Pogodna. By zrozumieć ów dziwoląg wyjaśniam, że w tym budynku znajdowały się trzy szkoły podstawowe. Mieściły się na trzech kondygnacjach i miały oddzielne wejścia. Szkoła nr 98 – drugie piętro, wejście od szczytu budynku od strony Grottgera, Szkoła nr 33 – parter, wejście od czoła budynku od strony Grottgera i Szkoła nr 31 – pierwsze piętro, wejście od szczytu budynku od strony Pogodnej. I taki oficjalny adres miała Szkoła 31 – ul. Pogodna.
Byłem uczniem tej właśnie szkoły... na Pogodnej. Nie wiem czy obowiązywała wtedy rejonizacja w naborze uczniów. Pewnie nie, jako że do mojej szkoły w mojej klasie byli uczniowie zamieszkali za Belwederską jak również z Puławskiej, Belgijskiej, Dolnej i oczywiście Grottgera. W początkowych latach mojej edukacji na Sielcach były dwie szkoły podstawowe: „trzy w jednym” na Grottgera i „elitarna” podstawówka TPD (Towarzystwo Przyjaciół Dzieci) na Parkowej. Uczniowie szkoły z Parkowej chodzili w charakterystycznych czapkach stylizowanych na czako amerykańskie z czasów wojny secesyjnej. Nie bardzo ich lubiliśmy, za te ich „fajne” czapki i schludny wygląd w ubiorze wskazujący na wyższy standard życiowy ich rodzin... no i różnice światopoglądowe, o których w tym miejscu zamilczę. W zasadzie unikaliśmy konfrontacji z nimi... o ile było to możliwe. ..
O statusie materialnym uczniów mojej szkoły i ich warunkach środowiskowych niech świadczą fakty, że w pierwszej i drugiej klasie miałem kolegów, którzy w ciepłe dni do szkoły chodzili boso! Nie zwalniało to jednak z obowiązku noszenia kapci na terenie szkoły. Do mojej pierwszej i drugiej klasy uczęszczali uczniowie zaniedbani edukacyjnie przez warunki okupacyjne i Byli to 12-14 – latki. Nie powodowało to żadnych konfliktów w społecznościach klasowych. Wszyscy byliśmy dziećmi wojny. Podobne „doświadczenia” i podobne rozumienie wielu spraw powodowało solidarność społeczności szkolnej zarówno na poziomie klasy jak i szkoły. Stroje szkolne były mieszaniną możliwości, zdolności i wyobraźni matek i ciotek, które przeszywały stare łachy na stroje „wyjściowe” swoich synów i córek. (ptrz. zdjęcie klasy). Nie rzadko widywało się, szczególnie starszych wiekiem kolegów, w poniemieckich mundurach – oczywiście bez militarnych emblematów, pagonów itd., albo angielskich „baatle-dres” Obiektem szczególnej zazdrości były kurtki amerykańskich pilotów, skórzane na kożuszku...
Ta wewnątrzklasowa solidarność nie przeszkadzała w wewnętrznych bójkach i rozkwaszaniu nosów na boisku szkolnym podczas „dużej” przerwy. A boisko szkolne było po lekcjach lub w czasie przerw terenem dzikich harców. Z trzech stron otoczone krzaczastymi drzewami (topole?) były miejscem zwanym „małpi gaj”. Można było, czepiając się gałęzi, przejść z jednej strony boiska na drugi. W czasie lekcji gimnastyki (jeszcze wówczas nie WueFu) dziewczynki grały w „dwa ognie”, zaś chłopcy zabawiali się łażeniem po drzewach.
Warto wspomnieć o nauczycielach. Wielu nazwisk nie pamiętam. Wspomnę tylko o tych najbardziej charakterystycznych postaciach pedagogicznego „ciała”. Głównym gospodarzem szkoły był kierownik. Stanowisko nobilitowane do rangi dyrektora dopiero z końcem lat 50-tych. Był nim p. Buraś. Wysoki, lekko przygarbiony łysiejący blondyn w wieku ok. 50 (w mojej ocenie). Chodził w przydługiej marynarce, sprawiał wrażenie roztargnionego. Były to jednak pozory. Był cichy, wyrozumiały a jednocześnie stanowczy. Cieszył się dużym szacunkiem i autorytetem.
Inną postacią, która zapadła mi w pamięć, był nauczyciel „prac ręcznych” i fizyki. Jego miejscem działalności była „pracownia fizyczna” znajdująca się nad salą gimnastyczną, wspólną dla wszystkich trzech szkół. Nazywał się Sziller lub Schiller. Pisownia jego nazwiska może być wątpliwa, ale wymowa poprawna. Cichy, wygląd człowieka schorowanego po przejściach obozowych, znerwicowany. W dni deszczowe chodził w staromodnych kaloszach zakładanych na buty. „Robótki ręczne” na poziomie mojej klasy to przede wszystkim cerowanie skarpetek przyniesionych z domu lub haftowanie serwetek. Czy ktoś z Was pamięta, że skarpetki się cerowało?
Nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednej postaci, bez której obraz szkoły byłby niepełny. Była nią woźna. Nie „jakaś tam” woźna, ale Pani Woźna! Nie dobroduszna, zastraszona „ciocia” ze współczesnych podstawówek, ale postać groźna, wymagająca szacunku i wypełniająca swe obowiązki tak konsekwentnie i skutecznie, że jej pojawienie się powodowało zamianę bieganiny, wrzasków i harców na przerwach w cichy, spokojny spacer po szkolnym korytarzu. Potrafiła w czasie trwania lekcji wejść do klasy, skontrolować stan czystości przy ławkach i przechadzając się (nie przeszkadzając w prowadzeniu lekcji) wskazywała w milczeniu palcem na tych, przy ławkach których były choćby najmniejsze plamy z atramentu. Oznaczało to że wskazany MUSIAŁ po lekcjach zgłosić się do Pani Woźnej po kawałek szkła z rozbitej szyby i skrobać zaplamiony parkiet do czysta. Nie było taryfy ulgowej. Prawdziwa równość wobec prawa... choć było to tylko prawo Pani Woźnej. Przydałyby się takie doświadczenia współczesnym politykom w zrozumieniu funkcjonowania prawa w wymiarze państwowym.
W moim opisie tej postaci jawi się groźna, agresywna baba. Nic podobnego! Niewysoka, szczupła, cicha... przechadzała się po szkole spacerowym krokiem. Ubrana w szary fartuch... nieco przydługi, często ze ścierką w ręku albo wystającą z kieszeni fartucha. Naszą zakazaną atrakcją po skończeniu lekcji był „desant”, czyli zjazd po poręczy schodów z pierwszego pietra do suteren, gdzie mieściły się szatnie. Rzadko się zdarzało by Pani Woźna nie trafiła w łepetynę wielką, mokrą szmatą przynajmniej kilku z „desantu”...
O innych atrakcjach życia szkolnego opowiem przy następnej okazji...
Pozdrawiam.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Anastazja
Najaktywniejszy ekspert
Najaktywniejszy ekspert


Dołączył: 27/06/06 17:58
Posty: 562
Skąd: Mokotów

PostWysłany: 14/02/09 1:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Budrys...nie wiem do czego się odnieść najpierw...może do tego wspomnienia o głazie, którego nam wszystkim żal...Nic się nie da zrobić, ale trzeba przyznać, że władze Instytutu Geologicznego dbają o niego, nie jest pokryty mchem, ani innym brzydkim nalotem, a na tabliczce jest informacja, że jest to gnejs biotytowy, i że został wydobyty podczas budowy kolektora przy ul. Podchorążych w 1938 r.

Teraz o Nazaretankach. Siostry Nazaretanki musiały przyjąć szkołę świecką i wg mojej wiedzy była to Szkoła Podstawowa nr 62 im. Cecylii Śniegockiej, która od 1967 r. przeniosła się do nowego budynku przy ul. Pochorążych 49 zbudowanego w ramach gomułkowskiej akcji "Tysiąc szkół na Tysiąclecie". Ta szkoła przez wiele lat nosiła nr 269 i narzucone imię komunisty Henryka Rupa, który zginął z rąk hitlerowców w grupie "pięćdziesięciu". To o nich pisał pózniej Broniewski:
"Ich było tylko pięćdziesięciu
Wiązali w grupy po dzisięciu
I siłą pchali w paszcze aut (...)"

Po 1989 r. szkoła - jako pierwsza i jedyna w Polsce przyjęła nazwę od miejsca (a nie imię) "Przy Łazienkach Królewskich", a po jej wygaśnięciu w 2004 r. tę samą nazwę nosi Gimnazjum nr 7 (obecnie z Oddziałami Integracyjnymi), szkoła, która ma znakomitą renomę na Mokotowie i w całej Warszawie.
_________________
A jeśli komu droga otwarta do nieba,
Tym co służą ojczyźnie.
Jan Kochanowski
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Anastazja
Najaktywniejszy ekspert
Najaktywniejszy ekspert


Dołączył: 27/06/06 17:58
Posty: 562
Skąd: Mokotów

PostWysłany: 14/02/09 1:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Budrys - jak daleka przestrzeń dzieli Cię od Warszawy? Czy nie da się jej pokonać?
_________________
A jeśli komu droga otwarta do nieba,
Tym co służą ojczyźnie.
Jan Kochanowski
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Sielce -> Historia Sielc Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 14, 15, 16  Następny
Strona 2 z 16

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach