Forum Sielce

Sielce - dolny Mokotów - Warszawa

Miejsce spotkań mieszkańców i miłośników Sielc w dzielnicy Mokotów w Warszawie
 
 AlbumAlbum   PomocPomoc   SzukajSzukaj   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wspomnień czar...

Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Sielce -> Historia Sielc
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 05/03/11 13:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam... Ok... będzie... od przyszłego tygodnia. Więcej wolnego czasu pozwoli mi na częstsze przebywanie na Forum.
Pozdrawiam
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 18/03/11 21:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam...
Obiecany termin minął... ale proszę o wyrozumiałość. Nie zawsze nam się układa według zamierzeń... „Trudności obiektywne” . Świadomie użyłem tego zwrotu powszechnie używanego przez „aparat partyjny” PRL-u dla tłumaczenia braków w zaopatrzeniu, niedotrzymania terminów inwestycyjnych czy innych i należał do propagandowych „gniotów” nic nie wyjaśniających. W arsenale speców od propagandy znajdowało się wiele podobnych, ubarwiających każde oficjalne przemówienie. Oczywiście przemówienie „z kartki”. Było to konieczne, gdyż prelegent mógł przez omyłkę powiedzieć o jedno słowo za dużo... lub za mało... z określonymi dla niego konsekwencjami. Możecie sobie wyobrazić jak wielkie poruszenie wśród mieszkańców Warszawy wywołało publiczne przemówienie de Gaulle’a podczas wizyty w Polsce, które miało miejsce na dawnym placu Krwawego Felka... Przemawiał bez kartki!... Niebywałe... Przez co najmniej piętnaście minut bez zająknięcia, ze swadą płynęły wartko dźwięki francuskiej mowy. Ludzie z podziwem kręcili głowami... Charakterystyczna, wysoka postać prezydenta Francji nie była główną atrakcją tego spotkania, ale fakt że swojego przemówienia nie czytał! Dla kontrastu polecam obejrzeć i posłuchać ględzenia największego bajarza PRL-u, niejakiego Gomułki...
Ale wracam do tematu... A raczej jego braku. Powoli, nieuchronnie wyczerpuje się studnia wspomnień dotyczących Sielc. Pozostały jeszcze tematy okołosieleckie..., bliskiego Mokotowa, Śródmieścia, Powiśla i ogólnowarszawskie. Nie wiem jednak jakie są oczekiwania czytelników tego tematu... Łatwiej byłoby gdybym mógł opowiedzieć na zadany temat... Oczekuję więc propozycji. A póki co, w następnym poście będzie o okolicach Sielc.
Pozdrawiam.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 30/03/11 23:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W tematach okołosieleckich będą wspomnienia nie sięgające poza początek lat sześćdziesiątych. Do momentu opuszczenia Sielc na zawsze... Opuszczałem Sielce bez żalu. Lata dzieciństwa wraz z miejscami gdzie „poznawałem świat” odchodziły do historii.... Sielce zmieniały swój obraz wraz z postępujacą odbudową i rozbudową. W miejscu gruzowisk i pustych przestrzeni powstawały nowe domy. „Bloki”... Tak się wtedy mówiło. Rzeczywiście, w niczym nie przypominały niegdysiejszych warszawskich „kamienic”, których już niewiele pozostało. W „blokach” nie było tunelowych bram przy których, jak na warcie stały baryłkowate, żeliwne odbojnice o artystycznych, finezyjnych kształtach. Nie było oficyn ani podwórek... „Cieci” z miotłami.... Sesji plotkarskich pod trzepakiem... Bloki i grupy blokowisk skutecznie wpłynęły na zmianę zachowań ich mieszkańców. Nowi mieszkańcy Sielc wraz ze swoimi manelami wnieśli swoje obyczaje, swoje marzenia o nowym własnym mieszkaniu, często nie akceptując do końca miejsca określanego niegdyś jako „dom”. Domu nie było... był blok i ta dziwna architektura otwartych przestrzeni między nimi. Zniknął lokalny patriotyzm przypisany do ulicy, numeru domu, środowiska... Bezpowrotnie minęła pewna epoka w której bycie mieszkańcem „kamienicy” oznaczało poddanie się swoistym rytuałom lokatorskim w niej panującym. Środowisko mieszkańców „domu” miało znaczący wpływ na wszystkie aspekty życia lokatorów. Długo by o tym mówić i kreślić przykłady... Zastąpiono je „komitetami blokowymi” będącymi sztucznym, „demokratycznym” tworem urzędowego nadzoru nad mieszkańcami. Często owe „komitety” były źródłem konfliktów nie sprzyjających integracji.
Lata intensywnej „przebudowy” Sielc to okres tzw. Planu 6 letniego”. W szybkim tempie zmieniała się Warszawa, a z nią i Sielce. Masowe propagandowe pieśni i piosenki gloryfikujące dzieło odbudowy w swej treści miały rzeczywiście pokrycie w faktach... Znając obraz Warszawy popowstaniowej i ten z lat połowy pięćdziesiątych zaczynam wierzyć, że piramidy egipskie wybudowali ludzie... To niewyobrażalny wysiłek i organizacja. Życie nabierało tempa...
A póki co... przechodząc ulicami Sielc miało się buty utytłane wapnem i cementem. Niechlujstwo na budowach i podczas transportu materiałów, szczególnie płynnego wapna i cementu, sprawiało wrażenie jakby ulica była przedłużeniem budowy... Bałagan był mniej widoczny w Śródmieściu, poza ściśle wydzielonymi terenami, jak np. budowa „MDM”. W letnie miesiące, w sezonie budowlanym, wystarczył lekki deszczyk by kałuże w dziurawych chodnikach i jezdniach zamieniały się w dziwnej konsystencji błotko na powierzchni którego tęczowo opalizowały plamy rozlanego paliwa. Wszechobecny zapach spalin z samochodów transportu budowlanego, pył wapienny i cementowy, zapach ziemi z wykopów pod fundamenty.... To wszystko charakteryzowało okres inwestycji „planu 6-letniego”. Można było się do tego przyzwyczaić... Po świeże powietrze jeździło się ciuchcią z Belwederskiej do Wilanowa lub Powsina lub bliżej, na „forty”...
Tempo zmian było tak duże, że odwiedzenie jakiegoś miejsca na Sielcach, choćby kilka ulic dalej, po kilku miesiącach skutkowało zdziwieniem nad przeobrażeniami jakie się dokonywały. Był podziw... i ani krzty zrozumienia dla propagandowej zadymy partyjnej przypisującej sobie owe sukcesy. Trudno się żyło na Sielcach... choć z nadzieją.
Większość mieszkańców Sielc pracowała lub uczyła się poza Sielcami. Dwie trasy zapewniające transport w kierunku Śródmieścia to Belwederska i Czerniakowska. Belwederską autobusy linii „120” dowoziły do Pl. Unii. W rannych „godzinach szczytu” niemiłosiernie wypełnione dojeżdżającymi z Wilanowa i dalszych podwarszawskich miejscowości. Szanse na zabranie się autobusem z przystanku przy Belwederskiej róg Podchorążych (później Gagarina) były znikome. Pieszo było szybciej i pewniej. Więc powstały dwie trasy „ciągów pieszych”... Jedna od Belwederskiej, Zajączkowską, po schodach do Dworkowej na Puławską. Drugi tzw. „czarną drogą” (wysypany czarnym żużlem trakt), zaczynający się tuż za dworcem kolejki wilanowskiej na Belwederskiej, biegnący w kierunku Pl. Unii.
Na Puławskiej tramwaje i autobusy w sposób zadowalający zapewniały podróż do centrum. Do tego dochodził transport trolejbusami z Pl. Unii przez Szucha (wówczas Al. 1 Armii Wojska Polskiego) i i Al. Ujazdowskimi dalej... Na Pl. Unii znajdowały się przystanki krańcowe kilku linii autobusowych i trolejbusów. Po wydostaniu się z Sielc dalsza droga stawała się łatwa i w miarę przyjemna. W środkowej, centralnej części placu, znajdował się charakterystyczny „Pomnik lotnika”. Ruch kołowy tramwajów i samochodów odbywał się okrężnie wokół tego pomnika. Zabytkowe rogatki mokotowskie służyły celom praktycznym... W budyneczku znajdującym się między Puławska a Spacerową była dyspozytornia MPK, zaś w drugim, po zachodniej stronie Placu – toaleta publiczna...
Do innych atrakcji Placu należał w późniejszym okresie „SuperSAM”, zaś we wcześniejszym „EMPIK”, czyli klub prasy, w którym można było przeczytać bieżącą prasę i kupić gazety i czasopisma zagraniczne. Było to magiczne miejsce, w którym można było otrzeć się o „szeroki świat”. Kupowałem tam kolorowe czasopisma francuskie.... W tym samym budynku, od strony Szucha była księgarnia. Piękne, kolorowe książki i albumy..., nieprawdopodobnie tanio... tylko że w języku rosyjskim... Była to księgarnia „Książki radzieckiej”. Tłumów tu nie było... Odwiedzałem ją niekiedy... Kupowałem reprodukcje zbiorów muzeów rosyjskich i albumy. Jakość druku i dostępność była wówczas w Polsce nieosiągalna.
Przekraczając sieleckie rubieże wchodziło się w wielkomiejski gwar... Tramwaje dzwoniły, samochody trąbiły różnymi tonacjami klaksonów. Nie było jeszcze zakazu używania klaksonów w terenie zabudowanym. A tuż w bok od Pl. Unii... na Bagateli i w Ujazdowskich cisza..., spokój... Jakby inny świat.... chodniki czyste, zadbane... Wiadomo... strefa „rządowa”....
Druga trasa – Czerniakowska była alternatywą dla Belwederskiej. Komunikację zapewniały trolejbusy z zajezdni przy Chełmskiej i autobusy. Do Łazienkowskiej, Piękną i Rozbrat z pominięciem Powiśla, które przez długi czas było pomijane w planach decydentów od inwestycji.
c.d.n.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 13/04/11 22:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Strefa rządowa…. Może za wiele powiedziane... W każdym razie w trójkącie Plac na Rozdrożu, Plac Unii (zwany niekiedy „Placem Lotnika”), Belweder znajdowało się kilka instytucji administracji państwowej. Mało zniszczone, przedwojenne budynki szybko doprowadzono do stanu użyteczności. Większość z nich strzeżona była przez KBW z koszar przy Podchorążych. Uzbrojeni wartownicy przechadzali się za ogrodzeniem URM i wydzielonej przy Belwederze części Łazienek zwanych „Łazienkami bierutowskimi”. Przy otwartej bramie na plac przed Belwederem wartę trzymało dwóch eleganckich oficerów. Gmach URM-u sprawiał wrażenie wymarłego... Cisza... Nie można było zaobserwować żadnego ruchu, ludzi... Przechodząc Ujazdowskimi w tym miejscu instynktownie wybierało się stronę przy Łazienkach. A i tu było się obserwowanym przez spacerujących lub siedzących na rozstawionych wzdłuż chodnika ławkach tajniaków. Nie nachalnie i dyskretnie... Chyba że trafiło się akurat na jakąś „imprezę” z udziałem „przyjaciół” ze Związku Radzieckiego. Wówczas wieczorem gmach ożywał. Przy otwartych oknach było hucznie i gwarno... Tajniacy mieli „pełne ręce roboty”. Każdy przechodzień, choćby z ciekawości spojrzał w kierunku budynku, był zatrzymywany. Paranoja? Z pewnością! W takich okolicznościach, za „niezdrową” ciekawość mój brat przesiedział w „kiciu” 24 godziny ... do „wyjaśnienia”...
W zasadzie ten odcinek Ujazdowskich nie służył do spacerów. Przejeżdżało się jednokierunkowo trolejbusem do Pl. Unii. Zaś przechodnie to przeważnie mieszkańcy Sielc, którzy pieszo pokonywali tę trasę codziennie w drodze do pracy. Piesze wędrówki z pominięciem komunikacji miejskiej, nawet na znaczne odległości, dla wielu były normą. Tanio i zdrowo... Część zwolenników tych swoistych, codziennych „maratonów” wybierała trasę przez Łazienki. Bramy Łazienek zamykane na noc, były otwierane o świcie. Trzy bramy były czynne. Jedna na Sielcach przy Podchorążych, druga na styku Myśliwieckiej i Agrykoli i trzecia na Ujazdowskich obok Ogrodu Botanicznego. Najczęściej uczęszczaną trasą przez Łazienki była ta ostatnia.
Szucha zaczynała się zwartą zabudową starych, eleganckich kamienic już od Pl. Unii. Za okazałym budynkiem, w którym znajdował się wspomniany wyżej Klub Prasy i siedziby różnych redakcji i instytucji, był budynek o żółtej elewacji. Wąskie drzwi wejściowe rzadko były otwierane... Można było niekiedy zaobserwować wychodzące przez nie dzieci w charakterystycznych strojach. Ubrane na granatowo... dziewczynki w białych fartuszkach z wielkimi kokardami na głowach... Ruscy... Dom ten zasiedlali radzieccy „doradcy” z rodzinami.
Szucha przejeżdżało się trolejbusem tylko jednokierunkowo, w stronę Pl. Na Rozdrożu. Z ciekawszych miejsc przy tej ulicy była Centralna Biblioteka Wojskowa. Za żelaznym ogrodzeniem, w głębi, niski budynek na dość rozległym terenie. Dalej, po prawej stronie, naprzeciw gmachu ME, na końcu ciągu zabudowy przy tej stronie ulicy znajdował się szary, bodajże 4-ro piętrowy budynek administrowany przez URM. Wąskie wejście w bramie zawsze zamknięte... Zaś brama otwierała się jedynie by mogły wjechać lub wyjechać lśniące, czarne limuzyny... Przeważnie „szewrolety”... Tu, po trudach „rządzenia” odpoczywali w domowych pieleszach ministrowie ówczesnego rządu PRL...
Kilka zdań o mieszkańcach tego budynku... Wiedzę o nich czerpię z własnych spostrzeżeń, jako że w latach 1946-49 miałem okazję wielokrotnie zaglądać za bramę i obserwować życie „wyższych rządowych sfer”. Działo się to za sprawą przedwojennej znajomej mojej matki, która była urzędniczką referatu gospodarczego URM. Zabierała mnie „na salony” w czasie swoich służbowo-prywatnich odwiedzin u niektórych lokatorów tej „twierdzy”. Skojarzenie nieprzypadkowe.... Po przekroczeniu bramy pierwszy kontakt z uzbrojonymi w „pepesze” wojskowymi wartownikami. Dwóch przy wejściu i dwóch przy wyjściu z bramy. W bramie po lewej stronie od wejścia „biuro przepustek”. Wchodzący legitymowali się w owym biurze okazując stosowne dokumenty, przepustki. Niewielkie podwórko w kształcie trójkąta z oficyną z prawej strony. Na podwórku kilka luksusowych amerykańskich limuzyn. Cisza... Od strony ulicy Szucha i Ujazdowskich nie dociera żaden hałas.... Po lewej stronie od bramy klatka schodowa w krótszej części budynku, po prawej dwie. Za drzwiami klatki schodowej uzbrojony wartownik.... , na każdym półpietrze jeden aż po samą górę. W każdym mieszkaniu jeden albo dwóch cywilnych z ochrony. Do nich należy otwieranie drzwi na każdy sygnał dzwonka. Luksusy... Winda osobowa i towarowa. Towarowa służyła do wożenia przez „towarzyszkę-gosposię” węgla z piwnicy, ponieważ każde mieszkanie miało kuchnie węglowe i własne CO. Wyposażenie mieszkań zabezpieczone było przez URM. Same antyki...., meble, obrazy... Z rewindykacji lub poniemieckie. Lśniące, codziennie pastowane parkiety... I ten zapach... W moich wyobrażeniach tak pachniał „luksus”...
W godzinach przedpołudniowych w mieszkaniach pozostawały jedynie żony ministrów, o ile nie wyjeżdżały akurat limuzyną ze służbowym kierowcą do krawcowej... To z nimi przeważnie miała jakieś sprawy nasza znajoma. Między innymi zamieszkiwali w tym budynku: Berman, Mantel, Cyrankiewicz, Bobrowski... Za każdymi odwiedzinami byłem goszczony w kuchni, gdzie otrzymywałem kanapki z wędlina i białą kawę. A na pożegnanie cukierki i jedna albo dwie czekolady. Niekiedy dostawałem większą „wałówkę”. W warunkach powojennych to było „coś”..., to się liczyło... Jako dziecko oceniałem ich po stosunku do mnie. Niekiedy oglądano mnie z ciekawością, jak stworzenie z innego świata... Rzeczywiście były to różne światy... Nawet zapraszano mnie wielokrotnie... Starałem się intuicyjnie sprostać wymogom etykiety „salonowej” i przy powitaniu i pożegnaniu całowałem kobiety w rękę i „strzelałem obcasami”. Kilkakrotnie sam, na wyraźne zaproszenie, korzystałem z takich odwiedzin gdy akurat w pobliżu Łazienek czy Agrikoli szwendałem się z kolegami... Czekali cierpliwie na cukierki i czekoladę... Wystarczyło w „biurze przepustek” powiedzieć do kogo idę. Wpuszczano mnie bez problemu. Widocznie, mimo wielkiej czujności z jaką strzeżono spokoju lokatorów tego domu, nie uznano mnie – 9-cio letniego dzieciaka za potencjalnego zamachowca...
Najczęstsze i najlepiej zapamiętane moje „wizyty” były w mieszkaniu Alicji i Czesława Bobrowskich. W tym czasie Czesław Bobrowski, ekonomista, był szefem CUP Centralny Urząd Planowania) w randze ministra. Rzadko go widywałem, natomiast z jego żoną Alicją wiązała mnie obopólna więź sympatii. Była psychologiem dziecięcym. Przechadzałem się po czyściutkich pokojach ze lśniącymi parkietami i przysłuchiwałem się rozmowom jakie prowadziła moja opiekunka z panią Alicją. Rozmawiały jak przyjaciółki... Nie zwracały na mnie uwagi. Ja zajęty byłem wąchaniem pustych szuflad w licznych komódkach, etażerkach.... miały dziwny zapach..., zapach przeszłości... nieznany... dziwny... Kilka rozmów utkwiło mi w pamięci, gdy rozmawiały o polityce... Pani Alicja o ruskich wyrażała się „ten kacap”, a o UB „te bandziory z Koszykowej”. Nie najlepsze też zdanie miała o kilku lokatorach tego domu...
Pewne wydarzenie utkwiło mi w pamięci... Podczas jednej z kolejnych wizyt okazało się że pani Alicja jest chora. Moja opiekunka poszła do jej sypialni. Ja pozostałem w kuchni. Po chwili wróciła, mówiąc że pani Alicja chce mnie widzieć... Zaprowadziła mnie do niej. Była blada, oczy zaczerwienione i zapadnięte... Gestem przywołała mnie do siebie... Objęła mnie ramionami i zaniosła się spazmatycznym płaczem.... Nie rozumiałem... Tylko słowa... „oni byli w jego wieku...”. Ta dziwna dla mnie sytuacja wyjaśniła się po powrocie do domu... Znajoma opowiedziała matce o tym zdarzeniu i jego przyczynach. Pani Alicja jako psycholog dziecięcy została poproszona na Koszykową do UB by jako specjalista obserwowała przebieg śledztwa... Była przecież żona ministra, zaufana... Była świadkiem torturowania 10-12 letnich dzieci... bicia, wyrywania paznokci i innych... To były dzieci noszące prowiant do lasu... dla oddziałów „leśnych”. Nie wytrzymała... zemdlała. Odwieziono ją w stanie krańcowej histerii do domu... Opowiedziała wszystko naszej znajomej...
Inna scena w mieszkaniu państwa Bobrowskich... Uroczysty obiad dla delegacji UNRA. Kilku mężczyzn i kobiet w mundurach..., kilku gości-ministrów z żonami „z sąsiedztwa”... Między nimi Cyrankiewicz. Siedzę w holu i oglądam przyniesione przez delegacje amerykańską tygodniki „Life”... Z salonu przez otwarte dwuskrzydłowe, oszklone drzwi dochodzi coraz głośniejsza rozmowa... śmiechy, wiwaty... Rozumiem tylko głośno wypowiedziane słowa po polsku... szczególnie przez tłumacza. Towarzystwo pije... atmosfera coraz bardziej swobodna... Amerykanie nie przyzwyczajeni... Co jakiś czas któryś odchodzi od stołu i rzyga w WC. Podniesione głosy... i zajadły, przekonywujący głos Cyrankiewicza... „... głodem trzeba wziąć tę hołotę... głodem!...”...
Po rozwiązaniu CUP-u wysłano Bobrowskich na placówkę do Szwecji... Ostrzeżono ich by nie wracali na konsultacje do kraju... Zaczynał się „okres stalinowski”... Mieli być aresztowani.... Nie wrócili...
Tyle o ulicy Szucha... Acha,..., jeszcze jedno miejsce. To czerwony budynek róg 6 Sierpnia. W czasie okupacji kasyno niemieckie w którym okupacyjni kombinatorzy handlowali z Niemcami... Po wojnie kasyno MBP... Tu po trudach „pracy” odpoczywali „specjaliści” z Koszykowej...
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kampulapao
Przyczajenie


Dołączył: 08/06/11 22:22
Posty: 1

PostWysłany: 08/06/11 22:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam,
Poszukuję informacji na temat zakładu fotograficznego "Venus", który mieścił się przy ul. Puławskiej 23. Wiem, że atelier działało w latach 30., a działalność pewnie została zakończona wraz z wybuchem wojny lub zburzeniem budynku.
Czy ktoś z Was wie coś na temat zakładu lub samej kamienicy?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
rafi
Użytkownik
Użytkownik


Dołączył: 24/01/12 14:12
Posty: 4
Skąd: Iwicka

PostWysłany: 25/01/12 1:06    Temat postu: sielce Odpowiedz z cytatem

Jestem nowym forumowiczem i od 3 lat Sielczaninem Smile - mieszkałem wczesniej na Natolińskiej - róg alei róż na srodmiesciu i jak szukalem mieszkania dla siebie to wpadlem na oferte na ul Iwickiej i cos mnie w tej oklicy urzeklo - jakby starsze male miasteczko ale polozone blisko centrum - inny klimat niz reszta warszawy - moze troche zaniedbne ale ma swoj klimat ktory mi sie ns tyle spodobal ze kupilem tu mieskanie - mam takie pytanie w zasadzie do Budrysa ale moze i do innych interesujach sie historia naszej dzienicy - mieszkam na Iwickiej przy Chełmskiej - budynek rog krasnołęckiej - to sa poza jednym blokiem ewidentnie powojennym - ciag kamienic, wydawalo mi sie - przedwojennych - wysokie mieszkania - szerokie klatki, duze mieszkanie - tak sie raczej po wojnie nie budowalo - a tu dowiaduje sie z opowiesci Budrysa ze Iwicka byla kupa gruzu po wojnie a przed wojna raczej jednopietrowa i luzna zabudowa - skad wiec taka dziwna zabudowa od krasnołęckiej - vis a vis instytutu lekow - do Chełmskiej - ulicy Iwickiej - jezeli ktos zna historie "mojego" kawałka Sielc to bardzo prosze o informacje Smile - Pozdrawiam wszystkich lubiących Sieleckie klimaty Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 25/01/12 20:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witaj Rafi
Rzeczywiście, Iwicka w swojej środkowej części to gruzy po parterowej zabudowie oraz niezabudowane działki. Jedynie na krańcach, przy Podchorążych i Chełmskiej kilka domów piętrowych. Szczególnie po wschodniej stronie Iwickiej. Po wojnie stan ich był różny. Zasiedlany i remontowany metodami "gospodarczymi".
Domy posiadające przedwojenny standard wysokości mieszkań mogły być budowane po wojnie. Budowali je przedwojenni architekci, przeważnie na zlecenie urzędów centralnych dla swoich pracowników. To był jeszcze okres dowolności. Dopiero później w ogólnopaństwowym budownictwie było 2,45-2,50 m. Architektura też była różna, przeważnie praktyczna. Budownictwa indywidualnego nie było. Chyba, że ktoś z rozbiórkowej cegły wybudował sobie jednoizbową klitkę. Było kilka takich przy Iwickiej w centrum i przy Sieleckiej.
Serdecznie pozdrawiam - Budrys.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
rafi
Użytkownik
Użytkownik


Dołączył: 24/01/12 14:12
Posty: 4
Skąd: Iwicka

PostWysłany: 25/01/12 21:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No wlasnie - ciezko dotrzec do jaskis spojnych informacji - rozne zrodla w necie podaja ze na Sielcach szczegolnie wlasnie w tym kwadracie zachowala sie w duzej czesci przedwojenna zabudowa - poprzedni wlasiciel tez twierdzil ze kamienica jest z 1939 roku tylko odnowiona po wojnie - zreszta mam np. drzwi na srodku prawie w kuchni co swiadczy o tym ze mogloby to dzielic kunchie na tzw. sluzbowke co dla budownictwa powojennego byloby dziwne ale moze..w kazdym razie moja kamienica jest blisko Chełmskiej..zauwazylem tez ciekawa rzecz na starych mapach - ulica krasnołęcka ktora teraz biegnie od Iwickiej do Czerskiej kiedys biegłą od Iwickiej do Zakrzewskiej - tak wynika z map - nawet tych powojennych z lat 60- tych - teraz tam jest skwer (ktory nota bebe miasto wystawilo na sprzedaz) a ulica biegnie w odwrotnym kierunku.. Pozdrawiam Cie serdecznie rowniez
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
tg3a
Stały użytkownik
Stały użytkownik


Dołączył: 21/05/09 10:24
Posty: 34
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 05/03/12 1:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam wszystkich Sielczan!
Dawno tu nie zaglądałem. Tak więc śpieszę się poprawić.
Jest dość bogate źródło informacji o stanie zachowania się poszczególnych budynków w Warszawie po wojnie, a mianowicie raporty komisji inwentaryzacyjnych Biura Odbudowy Stolicy z pierwszych lat powojennych, dostępne pod adresem http://szukajwarchiwach.pl/72/25/0/-. Trzeba wejść w zakładkę "Jednostki". Raporty zawierają opisy stanu budynków i ich zniszczeń, a na końcu poszczególnych jednostek archiwalnych znajdują się mapki odrysowane ze szczegółowych planów. W szczególności objęte są również Sielce.
Jest to zresztą tylko jedna z wielu (tylko liczbowo, bo procentowo, póki co, jeszcze nadal raczej nielicznych) pozycji udostępnionych w Zintegrowanym Systemie Informacji Archiwalnych (tzw. ZoSIA). System ZoSIA obejmuje też, póki co, tylko kilka spośród kilkudziesięciu polskich archiwów. W systemie, o ile dobrze się orientuję, jest wprowadzona informacja o wszystkich zespołach, a pewnie też i jednostkach archiwalnych wchodzących w skład zbiorów tych wybranych archiwów, ale tylko nieliczne jednostki zostały zeskanowane i udostępnione "on-line".
Posługiwanie się zespołem BOS ułatwia mapa Warszawy z podziałem na dzielnice i kwartały ulic dołączona na początku pierwszej jednostki archiwalnej, oraz związany z nią skorowidz tych kwartałów zawierający numery sygnatur jednostek, w których poszczególne kwartały są umieszczone, który został dołączony na końcu ostatniej jednostki archiwalnej zespołu.
Trochę to skomplikowane w opisie słownym, ale może stanie się jaśniejsze przy próbie praktycznej.
Może ktoś skorzysta, o ile jeszcze tego nie znał.
Budrysie, miło widzieć Twoje wpisy na forum. Ciekawe są te wspomnienia ze "strefy rządowej".
Co do moich wspomnień w temacie Łazienek, pamiętam z dzieciństwa nasze częste spacery rodzinne po parku, egzotyczne słowo "oranżeria", lwy "rzygające" strumieniami wody, przyzywanie wiewiórek pięknym imieniem "Basia, Basia", odgłos rezonujących desek przy przechodzeniu przez mostki pałacu na wyspie, tajemnicze przejścia na widownię amfiteatru, kaskada pod mostkiem między dwoma stawami, pomnik Sobieskiego...
Twoje obserwacje na temat chodzenia piechotą dla oszczędności przez zwykłych mieszkańców Sielc na naszej rodzinie sprawdzały się niewątpliwie. Pamiętam, jak pewnego razu, wybrawszy się do cioci na Powiśle, poszliśmy piechotą, przechodząc przy tym cały park wzdłuż, od Podchorążych po Agrykolę (z powrotem oczywiście też).

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

Tadeusz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Krystyna
Stały użytkownik
Stały użytkownik


Dołączył: 30/01/12 14:21
Posty: 18
Skąd: SIELCE

PostWysłany: 05/03/12 10:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sporo można obejrzeć na historycznych mapach i zdjęciach na
http://www.mapa.um.warszawa.pl/mapa/Mapa.aspx?service=TBD
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
rafi
Użytkownik
Użytkownik


Dołączył: 24/01/12 14:12
Posty: 4
Skąd: Iwicka

PostWysłany: 05/03/12 23:32    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dzieki Tedeusz za link do raportow - naprawde siwtne - przejrzalem tez mapy - duzo mi to rozjasnilo - widzialem kompletnie inna Iwicka - bez Krasnołeckiej w tym miejscu a z ciagiem budynkow ktorych juz nie ma a jedyny przejazd byl ulica Kaszubska ktora dzis nawet nie dochodzi tu - biegla przez tereny policji dzisiejszej - zmieniona siatka ulic. To bardzo ciekawe - ciesze sie ze moj budynek juz stal przed wojna tylko z raportow nie wynika czy ktos tu mieszkal czy nie - jest napisane "do zamiszkania, stan surowy" ciekawe czy to znaczy ze go wypalono czy nie wykonczono po prostu.. fajnie drazyc takie sprawy i dowiadywac sie dzieki innym Sielczanom hostorii miejsca w ktorym sie mieszka - to wiaze z Sielcami jeszcze bardziej Smile Jeszcze raz dzieki i Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Sielce -> Historia Sielc Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16
Strona 16 z 16

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach