Forum Sielce

Sielce - dolny Mokotów - Warszawa

Miejsce spotkań mieszkańców i miłośników Sielc w dzielnicy Mokotów w Warszawie
 
 AlbumAlbum   PomocPomoc   SzukajSzukaj   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wspomnień czar...

Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 14, 15, 16  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Sielce -> Historia Sielc
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ted Maryniak
Użytkownik
Użytkownik


Dołączył: 15/03/09 6:08
Posty: 3
Skąd: USA

PostWysłany: 18/03/09 15:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

dlotiwl napisał:
Panie Tadku polecam ten wątek ... http://nasza-klasa.pl/school/61653/forum/18



Naprawde, bardzo jestem wdzieczny za ta fotke kapliczki, tak, to jest to. Bywalem tam dawno temu, wuj mieszkal zaraz na rogu Wczasowej na parterze wczodzilo sie przez pierwsze podworko ostatnia klatka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Anastazja
Najaktywniejszy ekspert
Najaktywniejszy ekspert


Dołączył: 27/06/06 17:58
Posty: 563
Skąd: Mokotów

PostWysłany: 18/03/09 23:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na prośbę Teda zamieszczam zdjęcia, jakie akurat mam "pod ręką".





Miło, że nasze forum zatacza coraz szersze kręgi. Pozdrawiam Cię Ted.
_________________
A jeśli komu droga otwarta do nieba,
Tym co służą ojczyźnie.
Jan Kochanowski
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ted Maryniak
Użytkownik
Użytkownik


Dołączył: 15/03/09 6:08
Posty: 3
Skąd: USA

PostWysłany: 19/03/09 3:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Anastazja napisał:
Na prośbę Teda zamieszczam zdjęcia, jakie akurat mam "pod ręką".





Miło, że nasze forum zatacza coraz szersze kręgi. Pozdrawiam Cię Ted.


Anastazja, chetnie bym Cie usciskal z radosci, chociaz nie jestem rodowitym warszawiakiem i mieszkam od lat za oceanem. Dzieki za te fotki, ostatnio tam bylem w 1978 roku, przed wyjazdem do USA. Pomieszkiwalem na Wczasowej od czasu do czasu, moja mama ma prawie 90 lat, jeszcze jest w dobrej kondycji, przezyla okupacje w Warszawie, mieszkali na ul Grottgera, do wybuchu powstania prowadzily z siostra sklepik na ul Natolinskiej, po wojnie niestety nie mogla wrocic do stolicy, poznala ojca i osiedlili sie na Dolnym Slasku, gdzie ja przyszedlem na swiat. Ale mielismy zywe kontakty ze stolica, mam tam troche rodziny w roznych dzielnicach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 21/03/09 20:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

rwawrzycki napisał:
Budrys napisał:
Na temat ekshumacji w Warszawie jest wstrząsajacy artykuł w "Kalendarzu Warszawskim 1948 r.". Na życzenie mogę dostarczyć skan o ile będzie zainteresowanie i brak dostępu do tej publikacji.


Z chęcią byśmy przeczytali Smile


Artykuł ten znajduje sie na stronie http://www.uprzyjaciol.strefa.pl/index.html w pliku PDF "Pierścień śmierci"
Pozdrawiam.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Scaramanga
Użytkownik
Użytkownik


Dołączył: 18/03/09 14:30
Posty: 5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 24/03/09 16:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ted Maryniak napisał:
dlotiwl napisał:
Panie Tadku polecam ten wątek ... http://nasza-klasa.pl/school/61653/forum/18



Naprawde, bardzo jestem wdzieczny za ta fotke kapliczki, tak, to jest to. Bywalem tam dawno temu, wuj mieszkal zaraz na rogu Wczasowej na parterze wczodzilo sie przez pierwsze podworko ostatnia klatka.


Polecam francuski serwis do podrozy po Warszawie http://www.norc.pl/ bo [/i]street view serwisu Google Polski jeszcze nie objal swoim zasiegiem...

P.S.Wpisywanie nazw ulic w wyszukiwarke nie dziala, wiec trzeba szukac na piechote...

_________________
ScarA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
rwawrzycki
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 12/01/09 12:06
Posty: 58
Skąd: Turecka 2

PostWysłany: 26/03/09 1:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W tej kamienicy na Hołówki jest jedna strasznie upierdliwa rzecz - numeracja mieszkań w klatkach nie jest po kolei, czyli 1, 2, 3, 4, tylko np. 12, 34a, 45. Dla kuriera, czy dostawcy pizzy jest to masakra - klatek jest chyba z sześć czy siedem.

Budrys: dzięki za linka do artykułu!
_________________
Pozdrawiam,
Rafał Wawrzycki
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Magdalena
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 02/10/07 14:38
Posty: 85
Skąd: z Górskiej na Jelonki i z powrotem

PostWysłany: 26/03/09 11:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

ta strona norc mnie wciągnęła bardzo, łażę wirtualnie po uliczkach Smile Fajne jest to obracanie się o 360 stopni. Myślę, że uzupełnią zdjęcia.

jest też punkt "widokowy" w bramie pod tablicą Hołówki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 07/04/09 9:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oglądałem wczoraj na necie zdjęcia panoramiczne z Sielc... Po 50 latach! To przecież pół wieku!... Mój zachwyt mieszał się z odrobiną smutku... To taka refleksja nad mijającym czasem... Wszystko na Sielcach współczesnych jest inne... Dzisiaj nie rozpoznałbym wielu miejsc. Jedynie „czekoladowa” willa róg Sułkowickiej i Belwederskiej zda się pozostała ta sama... Ulice szerokie... domy z jasnymi elewacjami... Nic nie przypomina szaro-buro-zielonego obrazu dawnych lat... Może jedynie więcej było wolnej przestrzeni i nieba... Gdy wybiegaliśmy poza Chełmską, ową magiczną granicę miasta i brukowanych ulic... otwierał się świat kwiecistych łąk... hen... po Wilanów... A teraz?... Ale taka jest cena postępu... tego cywilizacyjnego również. Mieszkacie w pięknym miejscu... Te wszystkie zmiany były konieczne... Wasze zainteresowanie historią i przeszłością Sielc winno owocować radością że przyszło Wam żyć w lepszych czasach... A przeszłość... to tylko sentyment. Ważny, ale nie najważniejszy w starciu z nieznana jeszcze przyszłością...
Gdy stanąłem w wirtualnej panoramie róg Stępińskiej i Podchorążych nic nie było takie same, choć to samo... Dom pod „60-tym” o charakterystycznej architekturze w stylu „śródmiejskim” końca XIX wieku... Willa na rogu pozbawiona ogrodzenia w postaci okalającego muru straciła na „tajemniczości”... Kapliczka w rogu wnętrze posiada z dawnych lat, ale brak ażurowych bocznych ścianek zrobionych z ukośnych listewek... i jakby nieco wyższa... A sama Stępińska?... Nie do poznania... Poznikały stare rudery... place i ruiny porośnięte zielskiem... Już nie wyjedzie „w kurs” stary dorożkarz spod „50-tego”... Nie usłyszy się dźwięków harmonii i śpiewów pod „38” gdy balowano cała noc z okazji wyjścia z „kicia” jednego z małżonków K. To był styl! Jak w piosenkach Grzesiuka... Przed dom zajeżdżały dwie, albo trzy dorożki pełne kwiatów... w jednej z nich siedziała powracająca z „Gęsiówki” pani K. ... Brama domu ozdobiona girlandami zieleni i kwiatów... i harmonia... Stoły i krzesła wystawione na podwórze... Cała 2-pietrowa kamienica się bawiła całą noc... I spektakl taki odbywał się niekiedy dwa razy w roku gdyż „odsiadki” były krótkie... kilkumiesięczne... Odpowiednie do „przestępstwa”. Oboje państwo K. byli hazardzistami. Grywali w nielegalnych kasynach. Siedzieli w „kiciu” na zmianę... raz pan K.... innym razem pani K. ... Ech... gdzie się podział dawny sielecki sznyt?...
A Podchorążych tamtych lat... Letni wieczór... zapadający zmierzch... w Łazienkach słychać dźwięk trąbki „ciecia”... Pusto... cicho.. tylko niekiedy truchtem biegnący do koszar spóźnieni z przepustki żołnierze... I „tajemniczy” pan z „pogrzebaczem” idący w mroku do kolejnej latarni gazowej... Sięga haczykiem pod klosz i mdłe, białawe światło pojawia się w koronie stojącego przy latarni drzewa... Niewiele tego światła... Nigdy nie można było dostrzec twarzy tego człowieka... Mrok gęstnieje... i tylko te latarnie i mały krąg światła pod nią na mokrym od niedawnego deszczu chodniku... Wspomnienie maluje obraz jak u francuskich impresjonistów... To taki mały przyczynek do romantyzmu tamtych czasów... tamtych Sielc...
Pozdrawiam.
Czy interesuje Was moda tamtych czasów?
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Magdalena
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 02/10/07 14:38
Posty: 85
Skąd: z Górskiej na Jelonki i z powrotem

PostWysłany: 07/04/09 10:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Budrys, ja mieszkam w Warszawie, bywam na Sielcach często, ale większość czasu spędzam na Bemowie (Jelonki). Sprawia mi ogromną radość możliwość oglądania w dowolnej chwili widoku ulicy Górskiej i innych miejsc mojego dzieciństwa. Bardzo się cieszę, że http://www.norc.pl/ dodaje coraz więcej zdjęć, jest coraz mniej czerwonych kropek...
Ja też trochę żałuję, że przy Chełmskiej nie ma już "mojej" łączki, jest w tym miejscu wysoki dom z pocztą. Czasu się nie cofnie, ale to nie zniknęło, bo jest wciąż w nas.
Piszesz bardzo obrazowo i pięknie, czy myślałeś o tym, żeby napisać wspomnienia, do publikacji nie wirtualnej?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 07/04/09 11:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witaj Magdaleno... Dziękuje za ciepłe słowa. Wszystko co mogłoby znaleźc sie ma tym forum w granicach przypisanego tematu sieleckiego juz napisałem. Pozostały jeszcze niektóre bardziej osobiste wspomnienia być może nie znajdujace zainteresowania wśród forumowiczów. Bo jak tu pisać o podróży przez zaśnieżona Warszawę na Sielce w drewnianej skrzyni (tzw. "pace") na węgiel? Nie dla "draki" lecz z powodu przejmujacego zimna... Jak w tej skrzyni spuszczono mnie po schodkach w dól z Dworkowej... Jak opisać zapach spalenizny i starych piwnic... Smak pierwszej kromki chleba "nałęczowskiego"?... Albo wyprawie do rodziny w Piasecznie na piechotę z Sielc po torach kolejki grójeckiej i powrocie z niczym w głodzie i beznadziei... Jeszcze teraz, niekiedy śnia mi sie krzyki ludzi zasypanych w czasie Powstania. Nie sądzę by tego typu przeżycia wzbudzały szersze zainteresowanie. Nie wszystkie uczucia i nastroje można przelać na papier... One pozostana tylko w nas... do końca.
Zbieram materiał "pamieciowy" do publikacji dla Muzeum Powstania Warszawskiego i niektóre jego fragmenty zamieszczę w PDF na podanej stronie www w jednym z moich dawniejszych postów.
Czas mija... chciało by się już zapomnieć... i "wypłynąć daleko od brzegu... i zanurzyć... i zapomnieć oddechu..." jak śpiewał Jacek Kaczmarski.
Pozdrawiam.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 08/04/09 14:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Z okazji Świąt Wielkanocy
życzę Adminowi, Forumowiczom i Wszystkim Sielczanom
spokojnych... radosnych... i zdrowych Świąt
BUDRYS

_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 10/04/09 15:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

O modzie słów kilka...

Dziwna sprawa z ta modą... tak w sensie ogólnym, ponieważ spojrzenie na nią po latach z tak zwanej perspektywy czasowej staje się często niezrozumiała, śmieszna... żeby nie powiedzieć – głupia. Myślę że brała się ona z naśladownictwa..., z potrzeby zaakcentowania przynależności do grupy. Tak samo jak jest obecnie wśród małolatów. W szczegóły współczesnej mody nie będę wchodził ani oceniał. Każde pokolenie ma swoją fiksację na tle ubioru, zachowań, języka potocznego. Moje pokolenie niewiele odbiegało od tych kryteriów. Z wyjątkami oczywiście... tak jak współcześnie. A więc...
Wygląd dziesięciolatka z sieleckich ulic - ale nie tylko, dotyczy to całej Warszawy, wyjątek stanowiła „prowincja” – nie był wyglądem schludnym, co stanowiło utrapienie wszystkich matek. Wyjątki stanowiły święta i inne uroczystości, na których to okoliczność obowiązywał strój „wyjściowy”. Przeważnie „garniturek” z marynarką na którą wykładano biały kołnierzyk koszuli i spodnie, koniecznie krótkie w sezonie letnim! Natomiast na dzień zwykły ubiór składał się z dwuczęściowego drelichowego mundurku harcerskiego w kolorze zielonym. Produkowano tego ogromne ilości! Być może w ten sposób zagospodarowywano jakieś zapasy materiału lub dostawy w ramach powojennych pomocy.
Mundurki noszono od pierwszych cieplejszych dni w okolicach Wielkanocy aż po jesienne chłody w listopadzie. Był to strój praktyczny i... tani. Kosztował ok. 50 zł i starczał na cały sezon harców wśród gruzów, w Łazienkach, nad Wisłą i innych ciekawych dla nas miejscach. Taki mundurek aby był zdatny do „pokazania się” wśród kolegów musiał przejść przynajmniej jedno pranie. Pokazanie się w nowym „spod igły” powodowało pogardliwe spojrzenia na „lalusia”. Więc troską posiadacza nowego stroju było ubrudzenie go tak by było konieczne pranie i tylko wówczas znajdował akceptację środowiska. Przypomnijcie sobie nieodległe czasy gdy młodzież darła i cięła żyletkami nowe „reifle” by wyglądały jak wyjęte ze śmietnika. Myślę że w tej modzie była zawarta podobna „filozofia”...
Tak więc „typowy” warszawski, w tym i sielecki, dzieciak wyglądał nastepujaco: na nogach pepegi, sandałki lub najlepiej „trampki” i skarpety podkolanówki... Spodenki z koniecznie zawijanymi nogawkami w tzw. mankiet, raz a nawet dwa razy... Bluza wkładana przez głowę wypuszczona na wierzch, na spodenki. Nigdy w spodnie... chyba że posiadało się pasek z ozdobną sprzączką... Rękawy bluzy zawijane do łokci... Pagony z poobrywanymi guzikami majtały się swobodnie... A w kieszeniach... trochę sznurka, gwoździe, „zośka”, scyzoryk, „ciupy” z haceli lub kamyków, proca.. „moniaki” przedwojenne do gdy w „getto” i drobne „prawdziwe” monety około jednej złotówki na „pańska skórkę” kupowaną przed szkołą na Grottgera u „babci”. Czapek się nie nosiło ... niepraktyczne. Szybko się niszczyły i gubiły. Takie postacie można było znaleźć na całych Sielcach. Na każdej ulicy i każdym podwórku.
Dziecięca moda rodziła również osobiste dramaty w momencie gdy dorośli ingerowali w ubiór według własnych wyobrażeń... Sam... osobiście przeżyłem taka sytuację.
Pewnej wiosennej niedzieli odwiedziło nas kilka osób z rodziny. Ciotek i wujków. Przynieśli dla mnie prezent w postaci „jesionki”. Była to kapota sięgająca prawie do kostek ze zdecydowanie zadługimi rękawami. Gdy kazali mi przymierzyć orzekli że za rok będzie „w sam raz”... Trochę się krzywiłem, ale chcąc okazać wdzięczność jako „dobrze wychowany” stwierdziłem że mi się nawet podoba. Nie przeczuwałem skutków mojej grzecznościowej deklaracji. Po obiedzie matka zdecydowała że odprowadzimy gości podczas spaceru przez Łazienki. Ze względu że się „bardzo ochłodziło” powinienem założyć nowa kapotę... będę wyglądał elegancko... Wpadłem w panikę... Na nic prośby i płacz... Matka chcąc pokazać jak „twardą ręka” mnie wychowuje – nie ustępowała, podjudzana przez ciotki. Skutek był taki że wleczono mnie w tym rodzinnym pochodzie do Łazienek trzymając mocno za ręce bym nie uciekł. Najbardziej obawiałem się śmieszności... I stało się!... Na Podchorążych, nieopodal wejścia do parku dostrzegł mnie Zenek S. ze swoim bratem z Sukcesorskiej. Gdy mnie rozpoznali... zaczęli wrzeszczeć i turlać się ze śmiechu po chodniku... To była najgorsza rzecz która mogła mnie spotkać.
Matce nie wybaczyłem tego upokorzenia, zaś Zenusiowi następnego dnia musiałem dać moją „wyczynową” „zośkę”, dwa klucze do strzelania i ciupy z haceli by „trzymał dziób na kłódkę”...
Pozdrawiam...
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 15/04/09 22:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeszcze o modzie...

Mimo dość szybko odbudowującego się przemysłu, nie wszystkie jego gałęzie nadążały za potrzebami. Takim „workiem bez dna” było zapotrzebowanie na ubrania, tekstylia i dodatki galanteryjne. W ocenie wartości jakiegoś posiadanego ubrania mówiło się z szacunkiem i sentymentem „przedwojenne”... Jednakże wiele było z tzw, „szabru” z Ziem Odzyskanych jak się mówiło o terenach Pomorza, Mazur, Śląska... Na bazarach warszawskich pełno było domowego i osobistego wyposażenia pochodzącego z prywatnych „rewindykacji”.
Problemy były w zasadzie ze wszystkim, a szczególnie z butami. Dorośli mieli mniej problemów z obuwiem „dochadzając” stare rzemieślniczej roboty, ale dzieci?... Wyrastały... a o nowe było trudno. Więc w „codziennym” stroju przeważały rzeczone w poprzednim poście mundurki i pepegi lub trampki, których produkcja ruszyła pełną parą. W sezonie letnim zarówno dorośli jak i dzieci paradowali w tych gumowo-płóciennym obuwiu. Były wygodne, choć nietrwałe. Ale i cena nie była wygórowana. Problem zaczynał się gdy po jednodniowym używaniu nabierały szarego, brudnego koloru. Radzono sobie w ten sposób, że wieczorem szorowano je mokrą szczotką i nakładano na ich płócienne części białą farbę zrobioną z wody i proszku do mycia zębów. W nocy schły, a na rano były gotowe do włożenia. Ale też przeważnie na jeden dzień... Rano na chodnikach widać było ślady przejścia właściciela pepegów. Następnym produktem obuwniczym na skale masową były „demokratki”. Było to obuwie dla dorosłych. Również płócienne w kolorze niebieskim z elementami skóry na „kapkach”, piętach i w okolicy sznurowadeł. Były jednak na twardej, gumowej podeszwie. Bardziej trwałe.
Nie oznacza to że wszyscy nosili owe „znaki czasu”. Krawiectwo było w cenie..., szewcy również, więc radzono sobie dosyć dobrze. Tłum na ulicach Śródmieścia nie wyglądał szaro na tle rusztowań i chaosu wielkomiejskiego.
Trzeba przyznać, że decydenci od zaopatrzenia robili wszystko by wykazać się dbałością o „lud pracujący”. Ale nie wszystko im wychodziło... By zwiększyć produkcję stosowano akord i system nagród. Bez dbałości o kontrolę i w wyniku czego w „państwowych” placówkach handlu można było nabyć garnitur o różnych rozmiarach nogawek u spodni i różnych długościach rękawów przy marynarce... Zapomniano starej maksymy że „nigdy ilość nie przechodzi w jakość”... Ale takie były czasy... Najbliższy „PeDeT” był róg Puławskiej i Dworkowej.
Choć poniższy temat nie ma nic wspólnego z modą, warto wspomnieć, gdyż daje wgląd w ówczesne relacje międzypokoleniowe, czyli inaczej mówiąc na styku świata dorosłych i dzieci. Codzienne relacje sprowadzały się do pytania: „co w szkole?.... „co masz zadane?”... „pokaż dzienniczek...” ... „lekcje odrobione?”... i tym podobne. Natomiast w wyjątkowych sytuacjach dochodził jeszcze temat „dobrego wychowania”. Sprowadzał się on do „bycia grzecznym”, nie odzywania się do dorosłych nie będąc pytanym, „strzelanie obcasami” przez chłopców przy powitaniu, zaś „dyganiem” u dziewczynek.
Bywały sytuacje w których ten nieskomplikowany kodeks przechodził trudne próby w praktyce... Osobiście doświadczyłem takiego „egzaminu” z „dobrego wychowania” i... muszę przyznać ze wstydem... że oblałem.
Pewnego dnia matka zakomunikowała mi że odwiedzi nas dawna „przedwojenna” znajoma i mam na tę okoliczność zachowywać się „przyzwoicie”. Była to dawna znajoma rodziny, która po zawierusze wojennej po raz pierwszy ma do nas przybyć z wizytą. Pochodziła ze starej warszawskiej burżuazji. Rodziny, która w strukturze społecznej przedwojennej Warszawy zajmowała prominentne miejsce. Architekci, rektorzy warszawskich uczelni... czyli jak określała ich ludowa władza – „posiadacze”, mimo że nie posiadali fabryk. Sama Eugenia K. cieszyła się naszym szacunkiem i wielkim poważaniem. Gdy nadszedł umówiony dzień, matka kazała się mi wyszorować i przygotowała ubranie „wyjściowe”. Po sprawdzeniu czy obciąłem paznokcie u rąk i umyłem uszy (zawsze mnie dziwiło że dorośli zwracają specjalną uwagę na umycie uszu... przecież nikt mi nigdy do nich nie zaglądał...) założyłem czyste ubranko i... czekałem. Podczas oczekiwania matka dawała mi ostatnie instrukcje jak mam się zachować. Przede wszystkim grzecznie odpowiadać na pytania, nie mówić „cooo?...” – tylko „słucham?” a przy powitaniu pocałować w rękę. Byłem bardzo przejęty faktem zobaczenia tej „legendy rodzinnej”.
Bezczynność oczekiwania to największa tortura dla dzieciaka... więc „na chwilę” wyszedłem na podwórko. Po pół godzinie matka mnie zawołała i przygładzając rozwichrzoną czuprynę szepnęła: „już jest...” ... i wepchnęła mnie do pokoju, w którym przy stole, bokiem, wsparta lewą ręka na cienkiej, czarnej lasce z metalową rączką siedziała w czarnej sukni kobieca postać w czarnym kapelusiku z czarną woalką. Suknia pod szyją miała biały, wachlarzowaty żabocik. Pod woalka dostrzegłem błyszczące, okrągłe jak u sowy oczy, haczykowaty nos i zaciśnięte usta... Wiek nieokreślony... musiała być bardzo, bardzo stara... Siedziała wyprostowana wpatrując się we mnie. Wyglądała bardzo władczo i dostojnie...
Matka lekko mnie popchnęła... stanąłem o krok, wyprostowałem się... „strzeliłem obcasami” i po pocałowaniu wyciągniętej do mnie dłoni starszej pani czekałem na dalszy ciąg tej ceremonii...
- Jakiś ty duży kawalerze... ile masz lat?
- Słucham?
- Do której klasy chodzisz?
- Słucham?
- Dobrze się uczysz?
- Słucham?
... i tu starsza pani nie biorąc pod uwagę moich starań „bycia grzecznym” i „dobrze wychowanym” wrzasnęła:
- Głuchy jesteś?!!!... on nie słyszy!... do lekarza z nim!...
Spojrzałem na matkę... zacisnęła wargi... podniosła oczy ku górze i... jednym mocnym ruchem ujęła mnie za kołnierz i wyniosła z pokoju. Skąd u niej tyle siły?... Pewnie z emocji goszczenia starej znajomej... Za drzwiami syknęła jeszcze: „później pogadamy...”.
Nie brałem udziału w pożegnaniu pani Emili K. Matka orzekła że ją skompromitowałem i że „weźmie się za mnie”. Następne dwa miesiące były dla mnie bardzooo trudne.
Nawet przy najlepszej dobrej woli trudno dziecku dogodzić dorosłym...

Adminie! Jeśli wychodzę poza temat forum – daj znać...
Pozdrawiam.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jamad
Aktywny użytkownik
Aktywny użytkownik


Dołączył: 26/02/07 0:48
Posty: 71
Skąd: Prawie Sielce - 2 km od PeKiNu.

PostWysłany: 16/04/09 11:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Budrys napisał:
Jeszcze o modzie...
...Adminie! Jeśli wychodzę poza temat forum – daj znać...
Pozdrawiam.

Panie Stefanie - nie jestem Adminem ale również proszę o więcej Wink
_________________
Pozdrawiam
[||==||][==||==||]
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Budrys
Aktywny ekspert
Aktywny ekspert


Dołączył: 31/01/09 13:09
Posty: 227

PostWysłany: 16/04/09 22:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A więc... jeśli nie ma uwag odnośnie nie trzymania się tematu forum, pora na garść refleksji i opisu kilku „przygód” wplecionych w dawny sielecki krajobraz.
Paradoksalnie... ale dawne, brzydkie, powojenne Sielce były dla mojego pokolenia wspaniałym terenem zabaw. Ruiny... , zasypane piwnice..., gruzowiska..., pobliskie Łazienki... poczucie swobody i bezpieczeństwa pozwalały na taki rodzaj zabaw, jakie tylko podpowiadała dziecięca wyobraźnia. Kopanie „schronów”, budowa „bunkrów” z cegieł i kawałków blachy... i oczywiście zabawa w „wojnę”. Jakże by inaczej. Każdy z nas miał swoje doświadczenia i wielu z nas przeżyło Powstanie. Oczywiście byliśmy „powstańcami”. Nikt nie chciał być Niemcem. Więc „atakowaliśmy wyimaginowane niemieckie „wachy” i „tygrysy”. Biegaliśmy w za dużych dla nas niemieckich hełmach z żelastwem będącym resztkami pepesz i kabeków. Być może było to odreagowywanie jakichś zaszłości w naszej pamięci... Wydawało się nam że tylko taka zabawa z głębokim emocjonalnym zaangażowaniem jest godna „prawdziwych warszawiaków”. Ale do czasu... Ten „czas” to pewien dzień w którym nasze spojrzenia skrzyżowały się ze spojrzeniami prawdziwych Niemców.
Teren w okolicach Sieleckiej i Badowskiej był ogrodzony wysokimi, podwójnymi zasiekami z drutu kolczastego i na rogach tego ogrodzenia znajdowały się na wysokich palach strażnice z reflektorami i uzbrojonymi wartownikami. Tak jak obecnie pokazuje się na filmach „klasyczne” obozy z tamtych czasów. Budowano tzw. „getto ubowskie”, czyli osiedle dla pracowników MBP. Przy budowie pracowali Polacy jako pracownicy „wolnościowi” i... Niemcy. Byli to więźniowie z Rakowieckiej. Dowożono ich na przyczepach traktorowych. Jechali w gęsto zbitej masie, na stojąco, podtrzymując się wzajemnie by nie wypaść na wybojach brukowanej ulicy. Wiedzieliśmy o tych Niemcach, widzieliśmy z daleka jak krzątają się na budowie. Ale w tym dniu przyszło nam oglądać ich z bliska...
Staliśmy na Podchorążych przy Sieleckiej, tuż przed zakrętem, gdy kierowca zatrzymał traktor i wartownicy zeskoczywszy z ciągnika przez chwilę rozmawiali z kimś na ulicy. Przed nami, na przyczepie stali Niemcy. Obszarpani, w resztkach mundurów, zarośnięci z wyrazem twarzy i oczu w których był jakiś smutek, rezygnacja, beznadzieja... Taki sam gdy patrzyłem w twarze dorosłych podczas pędzenia nas przez Niemców do Pruszkowa po upadku Powstania... Patrzyliśmy tak na siebie chwilę... Jeden z nich stojący przy krawędzi burty przyczepy uczynił jakiś dziwny gest... jakby całował swoje palce... Milczeliśmy...
- Co on chce?... co on robi?... – spytał któryś z kolegów.
- Papierosa... pewnie papierosa... – odpowiedział inny.
Traktor ruszył i przyczepa z Niemcami przetoczyła się przez bramę na budowę.
Wrażenie z tego spotkania było piorunujące. Oto pokonany wróg... W łachmanach, jak żebrak... i ten wzrok... gdzie ta pycha... Nic w nich nie pasowało do naszych wspomnień i wyobrażeń o Niemcach.
- Dałbyś mu papierosa?... – zagadał któryś z nas.
- Nigdy!... w życiu!... – odpowiedzieliśmy zgodnie. Ale te deklaracje brzmiały jednak trochę niepewnie. Nie patrzyliśmy sobie w oczy...
Od tego momentu już nie bawiliśmy się w „wojnę”... Przecież to takie głupie...
W domu opowiedziałem matce o tym spotkaniu z Niemcami. O ich wyglądzie, o ich wyrazie oczu... Matka słuchała i długo milczała. Powiedziała tylko jedno zdanie, cicho i jakby nie do mnie. – Tak... wojna... to zwykłe nieszczęście człowieka...

Pozdrawiam.
_________________
wspomnień czar...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Sielce -> Historia Sielc Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 14, 15, 16  Następny
Strona 6 z 16

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach